Portal kontra blog, czyli dlaczego reklama na Onecie ssie
W Polsce jest póki co tak, że reklamodawca mając do wyboru reklamę na blogu i reklamę na wielkim serwisie, zazwyczaj wybiera tę drugą opcję myśląc, że w ten sposób reklama będzie bardziej skuteczna. Kto w końcu czyta „blog szalonej nastolatki”? Reklama na blogach w Polsce leży więc dlatego, iż reklamodawcy nadal nie rozumieją czym jest blog, co więcej – większość z nich nie ma pojęcia co to jest „target”.
A jest to świętość nad świętościami dla reklamodawcy oraz bloggera. Czym jest więc target patrząc z punktu widzenia blogów? Załóżmy, że Kałolsky ma business, produkuje repliki rekwizytów z filmów scifi. Chce się zareklamować, myśląc więc błędnie, że najlepiej będzie zrobić to na wielkim portalu, wykupuje za 60 tysięcy złotych reklamę na Onecie, która jest inwazyjna, wkurzająca (cenzura nie przepuści właściwego słowa*) i tak efektywna, że za 60 tysięcy dostaniemy dwóch zadowolonych klientów. Bo okazało się, że Onet został odwiedzony w czasie wyświetlania reklamy tylko przez dwóch prawdziwych maniaków, którzy byli gotowi wydać pieniądze na jakiś gadżet. Kałolsky postanowił więc zmienić taktykę, bowiem najwyraźniej wielki portal nie jest tym, czego potrzebował. Znalazł więc blog o Science Fiction, zapłacił autorowi 60 złotych za miesiąc wyświetlania bannera, który nie wkurza użytkowników, w rezultacie zaś dostał dodatkowe 900 odwiedzin i 200 nowych klientów. Dlaczego? Bowiem blog o science fiction ma bardzo dobrze określony target.
*przyp.red. – cenzura w tym akurat przypadku przepuściłaby słowo „wkurwiająca” lub podobne, z tej prostej przyczyny, że trudno znaleźć inne słowo równie dobitnie określające nachalnosć takich działań reklamowych i jednocześnie wyrażające natężenie wywołanych nimi negatywnych emocji.
Jest to tylko przykład, ale dobrze obrazuje sposób myślenia większości reklamodawców – dla nich nie liczy się target, ale ilość odsłon bannera. Drodzy państwo, takim myśleniem nigdzie nie dojdziemy. Trzeba reklamodawcom zmienić sposób myślenia, bowiem dopóki cenniejszy dla nich będzie inwazyjny banner blokowany przez większość użytkowników, lub całkowicie ignorowany, to będą to pieniądze wyrzucone w błoto, i to takie głębokie, gęste i śmierdzące.
Nie chcę tutaj nikogo obrażać, chcę za to uświadomić błędny sposób myślenia, którym kierują się reklamodawcy w Polsce, a który już dawno przestał funkcjonować na zachodzie. Drodzy państwo – dzisiaj naprawdę nie liczy się ilość odsłon waszego bannera. Nie ma się co cieszyć, jeśli nasz banner zostanie wyświetlony 50 tysięcy razy, z czego 100 osób kliknie, a jedna dokona zakupu danego produktu. Nie warto dzisiaj płacić za sam fakt wyświetlania reklamy na wielkim portalu, na którym płacimy nie za jakość reklamy, ale za te kilka literek w nazwie serwisu – za markę wystawcy naszej reklamy. Oczywiście, że ilość odsłon ma znaczenie, ale tylko dla naszego portfela, nie zaś dla samej jakości akcji promocyjnej.
Reklamując się na blogu o określonym targecie (czytaj: grupie docelowej), za niską cenę otrzymamy dobre ratio, czyli dobry stosunek pozyskanych klientów do ilości wyświetleń naszego bannera (mówiąc klientów mam na myśli osoby, którzy skorzystają z naszej dowolnej usługi dzięki reklamie). To się właśnie liczy – ten właśnie stosunek. I tak długo jak ludzie nie będą dostrzegać tego aspektu, tak długo polska reklama w Internecie będzie czołgać się, zamiast biegać.
Gdzie zaś szukać źródła tego problemu? W utartych schematach może? „Tak robiło się kiedyś, tak robi się dziś”. Schematy się zmieniają, a my jak zwykle zostajemy w tyle. A może w mentalności polaków? Bloggerzy chcą gigantycznych pieniędzy, reklamodawcy zaś chcą olbrzymiej ilości klientów – myślą tym samym, że duży portal da ich więcej. A może w samym fakcie niedoinformowania? O ile większość poważniejszych bloggerów w Polsce wie, jak cenna jest reklama na blogu, o tyle reklamodawcy jeszcze nie są tego świadomi – zamiast więc edukować bloggerów, trzeba by zacząć edukować reklamodawców za pomocą ogólnopolskiej akcji.
Co wy sądzicie? Jaka jest przyczyna problemów z reklamą na blogach w Polsce? Czy 2009 będzie przełomem w tej kwestii? Jakie macie pomysły na edukowanie reklamodawców?
- Dodaj
kanał rss
do swojego czytnika - Skorzystaj z
adresu trackback - Prenumeruj
kanał komentarzy

Kommentarze: 25 »
Reklamodawców najlepiej wyedukuje konkurencja, która zamiast na odsłony postawi na target i osiągnie lepsze wyniki.
Hmmm, jak to się mówi… „każda pliszka swój ogonek chwali”.
hmm, a sa problemy z reklama na blogach?
Dajcie spokój bo nasi największy blogerzy jak pan Marczak się obrażą jeszcze. Przecież chodzi o traffic i tylko to, bo wtedy mu płacą.
A co do reklamy na blogach, to jak ostatnio dostałem warunki od blogvertisingu na kampanię seo, to miałem ubaw na kilka dni. Tutaj (a pisząc tutaj mam na myśli nasz wspaniały kraj) jeszcze długo nie będzie normalnie, więc nie ma co się denerwować, tylko pisać po angielsku.
@Mendax,
Czy mógłbyś przetłumaczyć?
@Michał,
No jakby nie było, to by się człowiek nie produkował.
@Paweł,
No właśnie chodzi o traffic, a powinno chodzić o target – ja rozumiem, że dla ludzi to podobne słówka, ale semantyka jest zupełnie inna :).
Koło jest dziwne – ludzie chcą dużo zarabiać, ale nikt nie chce dużo płacić, skoro nikt nie płaci, nikt nie zarabia, a kto po wyspiarsku mówi, ten Polskę ma gdzieś, bo „tutaj się nie opłaca”. A jak mi wyskoczy ktoś z tym, że jak każdemu się w Polsce nie opłaca, to nic dziwnego, że jest jak jest, odpowiem – po co człowiek ma się produkować, skoro na zachodzie naprodukuje się mniej, a zapłaci więcej? Co my jesteśmy jacyś męczennicy? To jest tak – albo będzie ogólny zryw i zmiana podejścia, albo będzie jak jest i kto coś będzie potrafił, ten będzie wiedzę szerzył za oceanem – bo tam go przynajmniej docenią.
A tak w ogóle, daj znać jak gdzie opublikujesz(opublikowałeś) raport z tejże niecnej oferty Blogvertisingu, chętnie się posmieję :D
Posiadamy blogi, więc zachwalamy reklamy na nich, jednocześnie umniejszając zalety innych miejsc reklamowych…
W rzeczywistości, nie widziałem jeszcze rzetelnego porównania skuteczności reklamy na „portalu” i na blogu. Opierasz się na założeniach i przypuszczeniach.
Tak, nieźle by było, gdyby reklamodawcy dostrzegli blogi, ale pytanie, czy na pewno będzie się im to bardziej opłacało?
…w miarę interesujący artykuł, ale ciężko z nim człowiek może się od razu zgodzić, ale z punktu widzenia blogera rzecz jasna. Owszem jest duża ilość firm – a zwłaszcza tych, co ogłoszenia można widzieć na dużych portalach jak Onet – które we swych działaniach marketingowych po prostu target nie śledzą. Ważny jest również display inaczej powiedziawszy branding i tutaj po prostu większość blogów niema co zaoferować dla nich.
Zamiast narzekać trzeba zakasać rękawy i pracować.
Zgadzam się, że agencje reklamowe i firmy nie doceniają siły jaką daje target blogów, ale to się z czasem zmieni. Nasza rola jako blogerów, powinna polegać na stopniowym zwiększaniu swojego medialnego wpływu. Jeśli ktoś chce zarabiać na blogu, to niech nie myśli że zabawa w pisanie raz na miesiąc go do tego doprowadzi. Wszyscy wiemy jak dużo wysiłku potrzeba na wywalczenie unikalnych wejść na stronę, i być może dlatego chcielibyśmy być już docenieni…
Ja zamierzam robić swoje, pisać, promować, rozszerzać ilość treści na stronie, eksperymentować… mam z tego frajdę i wiem, że prędzej czy później w jakiejś dziedzinie prześcignę duże serwisy (oczywiście niszowo). A wtedy znajdą się chętni na reklamę.
Interesujący artykuł, dający do myślenia. Adekwatnie do tego, co napisałeś w komentarzu powyżej, można stwierdzić – przynajmniej ja to tak odebrałem – iż należy szukać lepszych horyzontów za granicą naszego pięknego kraju. Nie zgodzę się z tym.
Cóż, bywa – Polska pod tym względem – choć zapewne znalazłoby się ich troszeczkę więcej – jest jeszcze we wczesnym stadium rozwoju. Dlaczego? Strzał w dziesiątkę – odpowiedź w treści artykułu.
Mam skromną nadzieję, że wszystko jeszcze zdąży się rozkręcić, zanim wszyscy uznani blogerzy zaczną pisać w języku angielskim, bądź też jeszcze innym. Smutne jest, że zarabiamy na jakościowo podobnym contencie, kilka razy mniej, niż jak sytuacja wygląda w np. krajach niemieckojęzycznych, angielskojęzycznych. Przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać – ale myślę, że warto :)
Bez przesady z tymi bannerami za 60 zł… nie za mało?:)
A poważnie – mam wrażenie, że za reklamę na blogach chętniej (i więcej) płacą ci, którzy dostarczają pordukt/usługę do klienta finalnego, a nie pośrednicy w postaci agencji i blogwertjasingów wszelkiej maści. Po prostu dostawcom dóbr końcowych bardziej zależy na jak najniższych kosztach promocji, niż domom mediowym czy agencjom. Dlatego ci dostrzegają niskobudżetową reklamę na blogach, a tzw. branża – nie.
Wpis bardzo ciekawy ale zapewne onet by się kłócił z twoim stwierdzeniem :P
Ja jednak nie bedę się kłócił bo masz 100% racje.
Zamiast teoretyzować, to mam lepsza propozycje. Nauczmy blogerów jak zdobywać klientów! Przecież nikt nie będzie czekał do usranej śmierci aż ktoś się do Ciebie zgłosi…
Chyba nie zrozumiałeś tego, co zostało już powiedziane. Bloggerzy umieją szukać reklamodawców, ale po co nam taka umiejętność, skoro reklamodawcy mają gdzieś dobro, jakim jest reklama na blogu? Kapisz?!
Chętnie się dowiem jak zdobywają reklamodawców. Skoro reklamodawcy mają gdzieś to „dobro” to znaczy tylko tyle, że blogerzy nie potrafią znaleźć argumentów by ich przekonać do takiej kampanii. Stąd wniosek, że nie umieją zdobywać klientów.
Wiem, że tematyczny/niszowy blog jest dobry. Sam kupowałem na blogach reklamę, ale nie zmienia to faktu, że blogerzy są leniwi i myślą, że jak mają „słitaśne” bloga to nie odpędzą się od reklamodawców. Kapisz?!
A ja się chętnie dowiem, jakie to są te argumenty, których nie możemy znaleźć. Bo fakt, że target jest znacznie lepszy od ilości do reklamodawców nie dociera. A słitaśne blogi to na onecie znajdziesz, takie rózowe są i mają wiele animowanych gifów…
Nie odpowiada się pytaniem na pytanie.
Skoro nie masz nic konkretnego do powiedzenia to nie wal głupa wyciągając na wierzch tanią sztuczkę i daruj sobie komentowanie…
Widzisz, dyskusja polega na tym, że wymieniamy się poglądami, doświadczeniami. Jeżeli chcesz dyskutować na poziomie „moje kung fu jest lepsze od twojego” to rzeczywiście nie ma sensu walić głupa.
Przepraszam za błędy w kodowaniu – coś z dostępem do bazy :(. Odpowiedzi zedytowałem – niestety co do waszego ulubionego słowa nie mogłem dojść co to jest. :)
Mimochodzem napomknę o pewnego rodzaju kulturze w komentarzach. Moim zdaniem obaj macie rację – rzecz polega na tym, że dopiero połączenie waszych wypowiedzi daje w miare pełny obraz sytuacji.
„słitaśne” ;)
Dziekuję, „słitaśne” poprawione.
Tekst bardzo dobry, niosący wiele słów prawdy, nie da się ukryć.
Sam jakiś czas temu chciałem wykupić reklamę na portalu MM Silesia, dopóki mieli dobre ceny chciałem po prostu spróbować. Teraz nie mam czasu na reklamowanie się, mam za dużo pracy, gdyż ludzie – Polacy w kryzysie – obudzili się i w ciągu kilku tygodni zorientowali się, że o Klienta trzeba teraz walczyć nie ceną produktu, a jakością usług i wizerunkiem.
Ale wracając do tekstu. Owszem, reklamodawcy nie ufają i nie wierzą w siłę bloga. Bo – teoretycznie – kto rozsądny czyta bloga i szuka na nim ofert tego, co potrzebuje lub co go interesuje? Oczywiście, sprzedając telewizory i DVD blog jest kiepskim medium reklamowym, ale tak jak wspomniałeś – produkując repliki gadżetów S-F – chętnych trzeba szukać tam, gdzie ich najwięcej. Czyli na tematycznych stronach, forach i właśnie blogach.
O tym, że klikanie w link to nie jest sukces świadczy np. Ceneo. Administruję sklepy ze sprzętem Audio-Video i mieliśmy takie okresy, kiedy codziennie odwiedzało nas 500 osób dziennie. Ale nie sprzedawaliśmy 100 telewizorów każdego dnia. Docierali do nas ludzie, nie Klienci. Odwiedzający, nie Kupujący. O to jednak różnica…
Mam wrażenie, że zapomnieliście o reklamie kontekstowej, chociażby Google Adsense. I potrale – zdaje się Gazeta.pl – potrafią z niego korzystać, dając swoim userom reklamy związane z tematem stron, które przeglądają. Również blogi dobrze wykorzystują Google Adsense. Można powiedzieć, że polskie blogi zarabiają na Adsense grosze w porównaniu z tymi z USA. Można. Albo można znaleść odpowiednią tematykę :)
Zapomniałem dodać, że pan Heniu zajmujący się wypasem owiec w Bieszczadach nie kupi sobie buttonika czy innego syfu na Onecie. Zrobi to firma, która dba o kojarzenie marki, wizerunku. Firma, która nie koniecznie chce SPRZEDAĆ, co po prostu robi marketing (ogólnie ujmując).
Rozpoznawalność marki i kojarzenie jej z wskazanymi epitetami (również poprzez reklamę wizualną w Internecie) ma wpływ na sprzedaż.
Na blogach również można strosować ten schemat, jednak z dużo mniejszą skutecznością, przynajmniej względem nakładu pracy, który trzebaby było poświęcić na znalezienie blogów, kontakty z właścicielami itd….
Jak ktoś chce się „sprzedać” (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) i potrafi to to zrobi. W tym i bloger. I wydaje mi się, że o tym pisał sphyo. Bo marketing jest jak pozycjonowanie ;) Albo na odwrót :P
Samo pozycjonowanie jak napisałeś nie jest jak marketing. W artykule typowo jest napisane o PR marki i firmy. By to uzyskać pozycjonowanie nie wystarczy. Generalnie do tego są potrzebne lata ciężkiej pracy i ładny logotyp to i „Pi Ar” będzie dobry.
Pozdrawiam ;)