Napisać ebooka i zarobic na naiwności
Dzięki koledze Szymonowi stałem się posiadaczem papierowej książki „Blogi od A do… sławy i pieniędzy” autorstwa Angus McLeoda. Obydwie wersje – papierową i elektroniczną – możemy dostać za pośrednictwem wydawnictwa Złote Myśli. A że uwielbiam książki, trochę ich już w życiu przeczytałem i posiadam doświadczenie w pisaniu recenzji, postanowiłem popławić się nieco w swoim żywiole :).
By oszczędzić słów ostrej krytyki dla DTP-owca, który wyraźnie jest kompletnym amatorem i nie powinien w ogóle zostać dopuszczony do prac nad wyglądem książki (ale czego spodziewać się po wydawnictwie, preferującym „arkana seksu” ponad ebooka o tworzeniu witryn internetowych), pominę całkowicie opisywanie, jakim to amatorem ten DTP-owiec jest i od razu przejdę do opisywania treści właściwej książki. Albo zacznę od końca – będziesz wielce naiwny czytelniku, jeśli zdecydujesz się wydać choć jednego grosza na tę publikację – po prostu nie warto.
Po pierwsze i najważniejsze – książka (będę posługiwał się tym terminem, posiadacze wersji elektronicznej niech podmieniają sobie tę nazwę na „ebook”) jest pisana pod ludzi, którzy muszą posiadać instrukcję obsługi do załatwiania potrzeb fizjologicznych. Od początku do końca książki można odczuć, że szanowny pan McLeod traktuje czytelnika jak ostatniego przygłupa, który połknie wszystko, co choć w najmniejszym stopniu obiecuje stworzenie finansowego imperium. Taką właśnie metaforą przecież posługuje się autor – czytelnik nie ma tworzyć bloga, ma tworzyć blogowe imperium.
Kolejnym ważnym elementem jest fakt, iż książka nie jest pisana pod polski rynek – co jest oczywistością, ale zwykły szary Kowalski nie zdaje sobie z tego sprawy w szale zakupów. W Polsce póki co nadal pierwszy milion trzeba ukraść, a blogi nie są w stanie zarobić tak, jak obiecuje nam autor. Każdy kto oczekuje, że realizacja treści książki w warunkach polskich przyniesie sukces, powinien dwa razy pomyśleć zanim zacznie działać. W warunkach polskich na małych blogach nie można w ogóle zarobić (z doświadczenia wiem, że blog w wersji anglojęzycznej już przy 30 odwiedzinach dziennie, jeśli trafia w pustą niszę jest w stanie wyrobić te $20 USD miesięcznie, lecz nic poza tym). W Polsce przy takiej statystyce zostanie się wyśmianym. Jeśli więc zamierzacie zaopatrzyć się w tę publikację, miejcie w świadomości, że nada się tylko do tworzenia blogów anglojęzycznych.
Po trzecie – „wszystko zostało już powiedziane, ale ponieważ nikt nie słucha, musimy mówić to jeszcze raz” – wszystko (a nawet więcej), co znajduje się w książce można przy odrobinie chęci znaleźć w Internecie, choćby na starym i dobrym ProBlogger.net. Nie widzę więc kompletnie sensu płacenia za tę książkę, skoro znacznie większą wiedzę możemy posiąść przeglądając sieć.
Prawdę powiedziawszy – nastawiałem się na choć odrobinę nowych informacji, a nie dowiedziałem się niczego ciekawego ani niczego nowego. Czytając książkę dosłownie czuje się, jakimi matołami jesteśmy w oczach autora, którego celem nie jest przekazanie wiedzy, lecz tylko zarobienie na naszej naiwności pieniędzy. Oj panie McLeod, nie z takim weteranem jak ja te numery. Rozumiem, że jakoś zarabiać trzeba, ale w taki sposób? Jeśli ktoś z was zastanawia się nad zakupem tej pozycji lepiej zrobi, gdy pieniądze przeleje w ramach dotacji na moje konto, a wszystkiego nauczy się czytając darmowego ProBloggera, czy choćby TopBlogger.pl.
- Dodaj
kanał rss
do swojego czytnika - Skorzystaj z
adresu trackback - Prenumeruj
kanał komentarzy

Kommentarze: 9 »
Przede wszystkim ta książka jest mocno przeterminowana, o czym pisałem w swojej recenzji. Wtedy (trzy lata temu) jeszcze warto było ją przeczytać. Dziś — już nie. :)
Dziś przynajmniej mamy AdTaily, a to otwiera niektórym bloggerom drogę do większych zarobków. No i zaznaczę, iż powyższy tekst czekał na publikację od roku, dopiero wczoraj zdecydowałem, że czas go wpuścić w świat :).
Szybko się starzeją te ebooki, nie ma co…
A swoją drogą, to dziwne, że przy takiej łatwości publikacji ebooka wielu autorom nie chce się od czasu do czasu zaktualizować własnych książek.
Rozumiem doskonale, że pisze się ebooka po to, żeby zarobić — ale przecież można zarobić więcej, jeśli ludzie będą o książce mówić, że jest aktualna i wiarygodna, a nie recenzować ją tak, jak Ty czy ja. :)
Być może autor znalazł sobie inne źródło dochodu, bądź też ten ebook nie był dla niego taki ważny i po prostu stanowi epizod w jego życiu, nie warty dalszej uwagi. IMO jednak nie należy się karcić autora w dniu dzisiejszym, a raczej wydawnictwo, które wciąż próbuje zarobić na naiwnych polakach.
[...] kilka miesięcy temu opublikowałem swoje negatywne przemyślenia związane z tym ebookiem na TopBlogger. Zdanie swe podtrzymuję – i już tłumaczę, o co [...]
Przyznam że dopiero zospoczynam swoją przygode z blogami, ale zdrowy rozsądek nakazuje ostrożność czytając tytuły niektórych pozycji wśród ebooków.
Hm AdTaily to nie jest sposób na zarobek. Chyba że prowadzisz duży serwis. Tylko że wtedy zarabiasz inaczej.
Ja już dawno przestałem kupować e-booki z ZM, niestety są cienkie, jedyne jakie polecam to te dotyczące Programów Partnerskich (Tomasza Urbana i Krzysztofa Abramka), pozostałe jakie kupiłem, a było ich kilka, to niestety kiepskie publikacje dlatego też zniechęciłem się do wydawnictwa. Jeżeli są jakieś ebooki, które polecacie to dajcie znać, nie mam zamiaru kupować na ślepo.
Trochę może racji masz jednak wiele osób chętnie zapłaci za zgromadzenie tej wiedzy za to, że nie będą musiały wertować dziesiątek stron w poszukiwaniu tej konkretnej informacji.
Teraz w większości ZłoteMyśli skupiają się na książkach związanych z rozwojem osobistym, motywacją, a tych kilka ciekawych czytałem choćby „Bogać się kiedy śpisz”, czy książki Kamila Cebulskiego.