Masz prawo wymagać
Wpis nie jest związany z tematyką bloga, jeśli chcesz zwyczajnie go zignoruj …
Skończyła się cisza wyborcza, świat wrócił do normy. Nie wiem, czy byłeś głosować – szczerze mówiąc jest mi to obojętne. Jeśli wrzuciłeś kartkę do urny, dokonałeś wyboru – jeśli nie, również masz prawo wymagać od polityków, żeby działali na rzecz usprawnienia twojej wspólnoty.
Głupota istnieje niezależnie od tego, kogo wybierzemy. Mamy nakaz jazdy na światłach w okresie zimowym, który rocznie powoduje ogromne koszty i z różnych powodów (nadmierna ilość bodźców, poczucie zbytniej pewności kierowców, itp.) powoduje, że więcej ludzi ginie na drogach i ulicach. Mamy choinki znaków drogowych, które zwiekszają liczbę wypadków powodując kolejne koszty, m.in. w postaci szkód i wysokich stawek ubezpieczeniowych. Wystarczy przypomnieć sobie ostatnią wizytę w dyskotece, by wiedzieć jak czuje się kierowca samochodu zalany falą świateł oraz piktogramów (o wymijaniu pieszych i rządowych pojazdów uprzywilejowanych nie wspominając). Mamy idiotyczne prawo o obrażaniu uczuć religijnych, które z prawdziwą wiarą ma niewiele wspólnego…
Osoba płacąca podatki nabywa prawo do tego, by wymagać od osób rządzących dobrego gospodarowania pieniędzmi i zarządzania wspólnotą. Nie obchodzi mnie, czy politk kradnie i z której jest opcji dopóki suma korzyści wynikająca z jego działania znacznie przewyższa koszty. Jest mi kompletnie obojętne, kto rządzi krajem. Chodzę na wybory i szczerze mówiąc, nie widzę w tym sensu. Ale jeśli parlamentarzysta wychodzi na mównicę i przekonuje o tym, że dba o dobro swoich wyborców, mimo, że frekwencja wyniosła np. 50% oznacza to, że pozostałe 50% społeczeństwa ma on głęboko gdzieś. Dokonuje podziału na naszych i innych – a tu już włos na głowie zaczyna mi się jeżyć.
Jeśli państwo będzie zadbane, będzie na emerytury. Jeśli praca jest wydajna, będzie na przyszłość. Jeśli będziemy się trzymać tego, że pare lat temu ktoś skoczył przez płot i dlatego w chwili obecnej niektórzy wysuwają idiotyczne żądania nieprzystające w żaden sposób do rzeczywistości – to mamy problem. Nie z osobą, która przeskoczyła płot – ale z tymi którzy sądzą, że z tego powodu głupota, egoizm i chciwość mają cokolwiek wspólnego ze sprawnym krajem.
Kończąc: Nieważne jak daleko polityka ucieknie (miasto, kraj, europa), nadal będę oceniać jej wpływ na moje życie. Jeśli ocena będzie negatywna potoczą się głowy, i to niezależnie od opcji politycznej. Wybrałem kogo wybrałem – nieważne. Ważne jest to, że skoro ktoś obraca moimi pieniędzmi i podejmuje decyzje o moim życiu oczekuję od niego, że zrobi to dobrze – nie hiper, nie rewelacyjnie – po prostu dobrze. Czy to dużo?
- Dodaj
kanał rss
do swojego czytnika - Skorzystaj z
adresu trackback - Prenumeruj
kanał komentarzy

Kommentarze: 12 »
Dopóki społeczeństwo będzie tolerować pałace marmurowe Zakładu Utylizacji Szmalu, dopóty mogę marzyć o emeryturze…
To, że Państwo zadba o emeryturę i tak jest marzeniem ściętej głowy. Odkładaj 1 zł dziennie – 365zł rocznie – jak zaczniesz w wieku 20lat – to w wieku 50 lat będziesz miał 10950zł. A to tylko 30zł miesięcznie (nie liczę odsetek). Umiesz liczyć, licz na siebie ;).
http://www.zlikwidujzus.com/kalkulator_zus.php
Polecam lekturę strony. [;
Świetna strona, dziękuję. Niestety na emeryturę odkładamy nie naszą, tylko tych, którzy teraz pobierają. Ale i tak nie pracuję na umowę o pracę, więc … jakby – jestem za, ale troche obok tematu.
Znalazłeś jakiś sposób by wymóc, wyegzekwować to, czego wymagasz?
Uważasz, że masz na to realny wpływ?
Pozdrawiam zdrowo!
Konrad Kokurewicz
Nie, właśnie na tym polega demokracja pośrednia. Mogę wybierać albo nie – i na tym koniec, nie chce mi się latać na wiece i manifestacje. Za moje pieniądze wymagam dobrej usługi. Na razie postępy są ogromne, i zmiany zdecydowanie na lepsze – ale przecież mogę z rodziną zwyczajnie zmienić kraj zamieszkania. Ponoszę konswekwencje, więc będę decydował o własnym zyciu. Wybory są dla mnie bez znaczenia, podobnie jak skład parlamentu. Chodzę na wybory, bo to okazja do głosowania przeciw ludziom, których pomysły są moim zdaniem najbardziej szkodliwe.
Dlatego uważam że dopóki nie będzie okręgów jednomandatowych, nie będzie możliwości rozliczania polityków z tego czego dokonali.
Ostatnio zauważyłam (m.in. na blipie) modę na głosowanie, a raczej chwalenie się nim. Niby żyjemy w wolnym kraju, a jednak Ci, którzy nie poszli do urny są dyskryminowani i wykluczani z życia publicznego przez ludzi którzy twierdzą, że kto nie wybiera ten nie narzeka. Tym bardziej jest mi miło spotkać osobę o podobnym zdaniu.
Pozdrawiam.
W kraju musi występować pluralizm, a większość ludzi nie głosuje z braku zrozumienia mechanizmów i braku motywacji (tak przynajmniej sądzę).
Druga sprawa, osoby niepełnosprawne, które same do lokalu dotrzeć nie mogły nie głosowały – o nich też zapomnijmy, bo przecież liczy się to, czy zagłosujesz na x czy y, a nie to, że cały czas ich utrzymujesz ;).
Efektem „nie pójścia” na wybory jest stosunek ekipy rządzącej, nie tylko pisze o tych na samej górze, ale zwłaszcza tych, z którymi mamy styczność w życiu codziennym – do obywateli – zachodzi tak zwany „tumiwisizm”. I nie bez racji. Od wyborów do wyborów żyjemy płonną nadzieją, że może będzie lepiej – ale nawet już tego zaczyna brakować. @Mrt także uważam, iż nie głosowanie jest „głosowaniem” i moim prawem jako Obywatela.
W sumie, to i tak zoo to samo, tylko co wybory małpy inne. [;
Hello Lukasz,
I am sorry to disturb you on this blog. I posted a question on the ClockWorkMint blog on the 12th of June and my comment is still waiting to be approved. Are you still supporting ClockWorkMint? I would require some urgent advice. Thanks for letting me know. Kind regards from Geneva, Switzerland. Doris Edwards