Anonimowe komentarze na blogach
Pamiętacie może wpis o tym, by założyć sobie awatary dla swojego adresu mailowego. Trochę dziwnie to wygląda, gdy z 20 komentujących dwóch nie ma twarzy – to tak, jakby w autobusie spotkać ciemną plamę, podczas gdy cała reszta jest doskonale widoczna (łącznie z tym śpiącym pijaczyną w ostatnim rzędzie).
Internet gwarantuje anonimowość, ale na podstawie anonimowości nie zbudujesz autorytetu.
Ktoś, kto na blogu Krzysztofa Lisa (w zeszłym miesiącu zarobił 3,5 tyś. na pisaniu blogów), w komentarzach pisze, że zarabia kilkanaście tysięcy złotych – nawet jeśli to prawda – nie zyska absolutnie nic, dopóki nie poprze swoich twierdzeń, nawet nie dowodami, ale tożsamością. A jeśli nie chce się ujawnić, to po co pisze? Psychika siada? Odreagowanie stresu? Syndrom Ja-też-kiedyś-będę-wielki ?
Osoba, która we wpisie Pawła Opydo oskarża go o plagiat lub nie wymienianie źródeł – niezależnie od tego, czy Paweł z nich korzystał, czy nie – stoi na przegranej pozycji dopóki się nie ujawni. Nie mówię tu o ekshibicjonizmie mikrocelebrytów, ale o trzech prostych czynnościach:
1.) Podpisuj się imieniem, nazwiskiem, ksywką lub ich połączeniem.
Niektórzy akceptują nazwy blogów jako nazwę autora komentarza, inni nie. Jeśli nie rozumiesz dlaczego bloger kasuje odnośniki do “gabinety kosmetyczne”, “meble biurowe” i różnych innych, jest mi bardzo przykro (tzn. przykro, że wystawiasz się na odstrzał blogerowi).
2.) Zarejestruj swojego awatara. Pisałem o tym tu.
3.) Bloger nie jest wszechwiedzący.
Wielokrotnie wkurzam się, że ktoś pisze o temacie, który już wałkowałem do bólu nie dając mi chociaż linka – i co z tego. To, że o czymś piszesz, wcale nie znaczy, że ktokolwiek wie, że o tym napisałeś – spróbuj kiedyś wygooglować pokrewne tematy do właśnie tworzonego wpisu, a przekonasz się, że system wyszukiwania google jest delikatnie rzecz ujmując „do chrzanu” (pomijam, że „do chrzanu” jest obecnie najwyższą pozytywną notą w mojej skali).
Największą wadą blogów jest to, że każdy z nich tworzy pewną hermetyczną grupę czytelników i trzeba dużej siły przebicia, by zostać powszechnie znanym blogerem. Wiarygodność w pewnej mierze polega na liczbie czytelników, ale dużo bardziej polega na tym, co sam robisz. Możesz pisać idiotyzmy – niektóre moje komentarze zakrawają o niedorozwój intelektualny – ale przynajmniej bierz za to odpowiedzialność.
Nie jest to trudne – to tylko trzy proste rzeczy.
- Dodaj
kanał rss
do swojego czytnika - Skorzystaj z
adresu trackback - Prenumeruj
kanał komentarzy

Kommentarze: 14 »
To są dwie sprawy. Prawdopodobnie gdyby „oskarżający” się podpisał, to też bym się tym nie przejął. Bo jeśli ktoś w tonie mędrca pisze komentarze na poziomie „nie ma to jak skopiować X”, gdzie w miejsce X stawia prezentację człowieka, którego znam tylko ze słyszenia, z imprezy na której w życiu nie byłem, no to coś tu jest nie w porządku. Gdyby ów człowiek-adres zapytał, czy się inspirowałem jakąś tam prezentacją, to z uśmiechem bym odpisał: „nie, w życiu jej nie widziałem ani o niej nie słyszałem”.
Druga sprawa: podpisywanie się. Dla mnie rzucanie komentarzy i podpisywanie się adresem bloga, to po pierwsze brak szacunku dla osoby, z którą się rozmawia. Jeżeli mówię: „jestem Paweł Opydo, podyskutujmy”, a w odpowiedzi otrzymuję: „jestem http://www.google.pl” no to jest to trochę śmieszne. Po drugie: odbiera to powagę piszącemu. Nie wiem jak Wy, ale ja mam wrażenie, że jeżeli ktoś podpisuje się imieniem i nazwiskiem pod swoimi poglądami, to coś znaczy. A jeżeli „chowa się” za adresem? Nie wiem, wstydzi się własnych poglądów czy stosuje po prostu… mało wyrafinowane sposoby promocji adresu?
Ja osobiście dziwnie się czuję gdy czytam komentarze bez avatara na blogu, nawet gdy ktos je podpisze naziwskiem i imieniem. Komentarze takie mają u mnie mniejszy autorytet, zupełnie inaczej czyta się i przyjmuje do siebie komentarze opatrzone jakimiś avatarem, a tym bardziej twarzą komentującego. Co do nazwy to nick, imie jak ktoś chce i nazwisko, ale głównie avatar ma znaczenie, wiem wtedy ze mam do czynienia z tą samą osoba, a nie kims kto podpatrzył imie i nazwisko na jakims blogu i postanowił się pod nie podawać.
Nigdy by mi nie przyszło do głowy podpisywać się adresem czy tytułem bloga, nawet jeśli byłby to blog bez nofollow. Już raczej wymyśliłbym na potrzeby tego konkretnego bloga jakiś pseudonim artystyczny. ;)
@Paweł: myślę, że to po prostu forma bezczelnej promocji bloga.
@Damian: dobrze jest mieć tego samego avatara zarówno w podpisach na blogach jak i na branżowych forach dyskusyjnych. :)
Dla mnie podpisywanie się w komentarzach to kwestia szacunku wobec blogera – skoro on sam decyduje się firmować to, co pisze, imieniem i nazwiskiem, to ja jestem mu winien podobną oznakę odpowiedzialności za moje słowa.
Cóż, mój nick i avatar są bardziej rozponawalne od nazwiska, powiedzmy jest nieco przeciętnego :)
Nie na każdym blogu wyświetlają się avatary, jednak podanie choć adresu bloga/profilu na portalu społecznościowym/MBL daje mi możliwość poznania danego człowieka. Czasem szpieguję komentujach pod kątem wieku,który często tłumaczy takie czy inne zachowanie.
To nawet nie kwestia szacunku, to oczywista oczywistość. Mam nadzieję,że nikt nie napisze o tym doktoratu ;P
@popydo – akurat wątek co-kto-jak, mam nadzieję, pominałem. Całkowicie się jednak zgadzam z tym, że forma kontaktu była „dość poważnym” czynnikiem wpływającym na zaostrzenie stanowisk w dalszej części dyskusji.
Co do koemntarzy jestem trochę bardziej liberalny i nie mam nic przeciwko, że ktoś podpisuje się nazwą bloga – o ile na blogu da się znaleźć, kim ta osoba jest. Każdy ma swoje granice.
@Damian – fakt, twarz piszącego to dobry awatar, namiastka rzeczywistości, ale nie każdy musi sie na to zdecydować. Z drugiej strony rzesza osób nie ma awatarów z tej prostej przyczyny, że nawet nie wiedzą, że coś takiego istnieje – ale już od blogera można oczekiwać pewien poziom. Z tym kopiowaniem też nie jest tak różowo, bo przecież mogę wpisać czyjś adres mailowy i się za niego wpisać.
@Krzysztof Lis – czy np. „kosiarki” albo „mEble” też podciagnąłbtyś pod „pseudonim artystyczny”?
@Adam Klimowski – Wolność słowa jest cechą jak najbardziej pożądaną, z tym, że tak jak mówisz ograniczoną kwestią szacunku i zdrowego rozsądku. Chociaż czasem się nie dziwie anonimom – gdybym miał do powiedzenia tyle co oni, też bym się nie podpisywał.
@lavinka – avatar i nick są przecież wystarczająco charakterystyczne, by wiedzieć o kogo chodzi. Paweł też nie podpisał się Paweł Opydo tylko „popydo”, ale na stronie już jest z pełnego imienia i nazwiska. U ciebie akurat mam mieszane uczucia, bo nie wiem z kim rozmawiam, ale z drugiej masz odrębną osobowość internetową – i to już starczy. PS. Na jakiej licencji są twoje zdjęcia? Świetne.
Ja wciąż mam z kolei dylemat, czy podpisywać się z imienia i nazwiska, czy z nicku. Co do Avatarów to mogę się zgodzić, że są przydatne, ale już sam podpis z imienia i nazwiska lub prawdziwy nick dla mnie wystarczają (dodawanie zdjęć w internecie nie sprawia mi szczególnej frajdy i od nikogo tego nie wymagam).
Do mnie linkujesz? :D
To jest to. Gravatary stały się na tyle popularne, że jeśli nie posiadasz własnego, to ludzie po prostu myślą, że jesteś kimś spoza blogosfery/początkującym blogerem.
Warto, naprawdę warto „zainwestować” w unikalny awatar, aby zapewnić sobie odrobinę oryginalności.
@Mimic – hmmm, ciekawe pytanie. Ja bym albo dodał na blogu twoją ksywkę w stopce (czyli tak jak sie podpisałeś tu) i leciał dalej jako Mimic, albo z imienia i nazwiska. Co do awatarka – każdemu to, co się podoba. Bez awatarka pozbawiasz sie brandingu własnej osobowości w sieci ;).
@Ravicious – a czemu mam linkować nie do ciebie? Mój blog, to linkuję do kogo chcę ;) A co do avatara zgadzam się. Chociaż twarz jako avatar to dobra rzecz (oko z kawałkiem nosa też może być) łatwiej w realu znaleźć taką osobę. U mnie poza Krzyśkiem Lisem nikt nie wie jak naprawde wyglądam :D.
Jeśli chodzi o linkowanie, to uważam, że istnieją lepiej znani blogerzy ;]
A ja mam oko z kawałkiem nosa, bo na 99,999% nikt na świecie nie ma takiego samego oka i takiego samego nosa (i na dodatek używa ich jako awatara). I dlatego mój awatar jest unikalny.
A GoldenLine? :P
@Ravicious – Jasne, że istnieją bradziej znani – ale co to ma do rzeczy :)
Odnośnie goldenline – Kto by tam zagladał na Goldenline …
PS. (Normalnie w wolnej chwili zrobie spowrotem wątkowane komentarze i przycisk odpowiedz, bo do szału mnie doprowadza takie odpowiadanie gdzie 10@ jest po sobie)
gravatar…
Załóż sobie konta na serwisie gravatar – będą się wtedy wyświetlać wasze awatary przy mailu. Dość wygodne, do konta można podpiąć dowolną liczbę maili i dowolne awatary. Polecam.
To nie reklama.
……
[...] anonimowości w komentarzach pisał Łukasz Sobek. To kolejna kwestia. Kiedy czytamy komentarz pod naszym wpisem. I jest on opatrzony konkretną [...]
It will give date 09/04/2041 we never forget them, because it really is the end, if someone believe it or not! It is really the end and for all people dises Planet Earth, Countdown to … The characters all these events are Dar, but we are not thinking, just play with your life. Do you think in your conscience and your soul they have, but just wondering how long yet. Tiaaa typical human being must first believe what happened to it … He
znaleziono anonimowo w Internecie…