6 rzeczy, które konflikt Chiny-Tybet nauczył mnie o blogowaniu

Podobne wpisy

kajdanki

Obrazek: Reporters without borders

Czytając liczne wpisy o konflikcie między Chinami i Tybetem oraz nadchodzącej Olimpiadzie (patrz źródła pod koniec wpisu) zastanawiałem się, czego nowego się dowiedziałem i jak czytane informacje rozwinęły mnie jako blogera. Oto lista 6 rzeczy których się nauczyłem:

1.) Patrz na liczby

Jeśli liczby się nie zgadzają całą resztę prawdopodobnie też diabli wezmą. Mogę tu przytoczyć przykład firmy której przychody są mniejsze od wydatków, ale w świetle tematu Chiny-Tybet chodzi raczej o prawdopodobieństwo odniesienia jakiegokolwiek sukcesu w bezpośredniej konfrontacji:

  • Tybet ma ok. 2,7 miliona mieszkańców.
  • Chiny mają ok. 2,5 miliona żołnierzy w czynnej służbie wojskowej (plus ok. 800 tyś. w rezerwie)

Jakikolwiek konflikt zbrojny lub zamieszki wywołane przez tybetańczyków to wybór w skutek którego ucierpią winni oraz ludzie całkowicie niewinni. Przy takich proporcjach wybór drogi otwartego konfliktu świadczy chyba tylko o nadmiarze źle pojętego patriotyzmu. Sprawę dodatkowo pogarsza fakt, że nie będzie odsieczy dla Tybetu, ponieważ nie posiada on żadnych cennych surowców które skłoniłyby kogokolwiek do ingerencji. Przy takich proporcjach potrzebne jest inne rozwiązanie. Zanim się na coś zdecydujesz zobacz jakie mogą być skutki.

2.) Naucz się rozumieć innych

Umiejętność spojrzenia na problem z różnych punktów widzenia jest umiejętnością bezcenną. Bardzo staram się rozwinąć tę umiejętność:

  • Nie dziwi mnie, że rząd chiński działa jak każdy rząd chcący utrzymać integralność swojego kraju.
  • Tak samo nie dziwi mnie, że tybetańczycy wyrobili w sobie silny odruch nacjonalistyczny (lub jak kto woli antychiński), bądź co bądź zostali siłą wcieleni do Chin dopiero w 1951 roku.
  • Dalajlama (głowa państwa Tybet na uchodźstwie, obecnie przebywa w Indiach) zdaje sobie sprawę, że jakiekolwiek ruchy separatystyczne spowodują śmierć  tybetańczyków i nasilenie restrykcji wobec regionu, pomijając to, jako głowa państwa na uchodźstwie on (albo jego następcy) chciałby móc wrócić do domu bez obaw przed aresztem lub śmiercią.

Jak widać każdy ma swój cel, najlepszym rozwiązaniem byłoby pogodzić wszystkie np. otrzymując obietnicę pokoju i braku wystąpień przeciwko Chinom w Tybecie, po jakimś czasie możliwa byłaby zwiększona autonomia. W razie pokoju w odpowiednich odstępach czasowych możliwe byłoby stopniowe zwiększenie autonomii aż do osiągniecia pełnej niepodległości (metoda małych kroków). Korzyść? Całkowity brak ofiar w ludności przy jednoczesnym korzystaniu z funduszy Chin w celu modernizacji przyszłego kraju. 

3.) Szukaj skutecznych sposobów

Siła sama w sobie jest bezużyteczna, celem jest znalezienie takiego sposobu za pomocą którego nasza siła wywrze jak największy skutek.

Przykład skutecznego protestu w trakcie igrzysk to, moim zdaniem, publikacja listy głównych sponsorów igrzysk na stronie FreeTibet.pl, zainteresowani czytelnicy potrzebują informacji o tym, jakie firmy mogą bojkotować. Można dołaczyć też spis firm które reklamują się w czasie igrzysk (firmy świadomie wykupują czas reklamowy).

Nie sądze aby zakres protestu osiągnął tak wysoki pułap, ale idealnym skutkiem protestu byłoby:

  • że firma sponsorująca lub reklamująca otrzyma etykietę wspierającego dążenia Chin (spadek reputacji i co za tym idzie dochodów)
  • gdy koszty reklamy przewyższają korzyści z niej płynące (bezpośrednia niekorzyść finansowa).

W obu przypadkach protest społeczny przełożyłby się na kierowanie główną motywacją prowadzenia działalnosci gospodarczej, czyli osiągnięciu zysków. Zakładam oczywiście, że celem protestu jest osiągnięcie pewnego celu, a nie zwykłe zdzieranie sobie gardeł.

4.) Ktoś inny może odpowiedzieć za twoje czyny

Jeśli starasz się rozumieć innych w którymś momencie dochodzisz do wniosku, że niektórych rzeczy nie możesz zrobić ze względu na to, że ktoś inny poniesie za nie konsekwencje.

Jeśli tylko tybetańscy separatyści poczują silny wiatr w skrzydłach doprowadzą do śmierci nieokreślonej liczby tybetańczyków i nasilenia restrykcji wobec regionu. Pytanie brzmi: czy to, że kilku już teraz chce wziąć to, co za 50 lat za darmo dostaliby wszyscy uzasadnia śmierć ludzi, którzy przez te 50 lat chcą zwyczajnie żyć? Dodatkowo tych kilku powoduje, że prawdopodobny termin osiągnięcia niepodległości odsuwa się w bliżej nieokreśloną przyszłość.

Całkowicie pomijając dysproporcje militarne wydaje mi się, że nie zawsze można się godzić na zrobienie czegoś, czego skutki odczujemy nie my, ale inni ludzie.

5.) Nie musisz popierać wszystkiego co piszą

Nawet jeśli bardzo lubisz blogera który pisze o danym zagadnieniu nie znaczy to, że musisz się z nim zgadzać. Każdy czasem potrzebuje tzw. “powrót do rzeczywistości”.

Protest typu “Nie oglądam, nie zabijam” należy moim zdaniem do grupy pomysłów chybionych. Jeśli nie widzę tego, co się dzieje, nie mam informacji o tym co się dzieje. Znaczy to tyle, że może się dziać cokolwiek – ja i tak nie będę o tym wiedział i co ważniejsze, nie będę w stanie zareagować.

Nie musisz popierać wszystkiego co tu piszę, może jesteś neutralny, może nawet sprzeciwiasz się całości wysnutych tu wniosków. To twoje dobre prawo.

6.) Znajdź własne zdanie

Przy takim natłoku informacji czasem trudno jest wytworzyć sobie własne zdanie. Nie można mieć zdania na wszystkie tematy, na to zwyczajnie nie starcza czasu. Czasem wystarczy przejąć czyjąś opinię jako własną, czasem tą opinię trzeba budować samemu.

Powód dla którego z zasady jestem przeciwny uwolnieniu Tybetu: wolny Tybet jest państwem religijnym, tzn. mnisi na samym szczycie drabiny pokarmowej, a cała reszta na nich pracuje. Zanim podpiszę się pod protestem lub petycją o uwolnienie jakiegokolwiek państwa religijnego musiałbym najpierw mieć zderzenie czołowe z autobusem i nawet wtedy nie jest pewne czy zmienię zdanię.

Podsumowując

information

Obrazek: Calistobreeze

Jestem przeciwny uwolnieniu Tybetu, tak samo jak jestem przeciwny temu, co chiński rząd robi w celu głebokiej integracji Tybetu z Chińską Republiką Ludową (śmierci, zaludnianie Tybetu, restrykcje itp.). Nie zmienia to faktu, że jestem za dalszym uwolnieniem potencjału i świadomości tkwiących w naszym społeczeństwie. Tego, że z czasem inicjatywy będą coraz lepsze, bardziej ciekawe (np. odeślij chińską koszulkę do Ambasadora Chin) i będą obejmowały tematy przeróżnego typu jestem równie pewien jak faktu, że każdy z nas decyzję o udziale podejmuje sam. Nawet brak decyzji jest decyzją, co nie zmienia faktu, że nawet brak decyzji powinien być świadomy. Informacja jest kluczem do podjęcia decyzji. A to było 6 rzeczy które konflikt Chiny-Tybet nauczył mnie o blogowaniu. Czy wpis był ciekawy?

 

Źródła i inspiracje:

polskie blogi: a ja wam nie powiem, co zrobić w sprawie tybetuChiny 2008Pekin – nie milczBlogosfera a Chiny, Tybet i olimpiada – zanim wyłączysz telewizor dowiedz się, dlaczego bojkot tylko zaszkodziFreeTibet.plJak możesz pomóc Tybetowi? Duży spis akcjiChiny i olimpiada, czyli hipokryzja pełnego brzuchaIgrzyska w Pekinie, masakra w TybecieMade in ChinaMedale za Tybet

polskie inne: Tybet (region)Tybetański Region AutonomicznyHelsińska Fundacja Praw Człowieka – TybetTybetański Region AutonomicznyChińska Republika LudowaPolscy bloggerzy jednoczą się w sprzeciwie w sprawie Tybetu

angielskie: List of countries by number of active troopsProtests in Tibet and NepalReporters without bordersTibetTibet Autonomous Region2008 unrest in Tibet

Kommentarze: 24 »

  • Igor mówi:

    Podobny temat dodałem dzisiaj u siebie:
    http://blog.czajka.art.pl/2008/03/tybetanskie-lustro.html

    Pzdr – Igor

  • Pavel mówi:

    [cut]Korzyść? Całkowity brak ofiar w ludności przy jednoczesnym korzystaniu z funduszy Chin w celu modernizacji przyszłego kraju.

    Możesz rozwinąć ten punkt? Jestem chyba za płytki żeby zrozumieć jaką korzyść mają w utraceniu swojego terenu Chiny na rzecz Tybetu.

    To tak jakby teraz Ślązakom oddać niepodległość w nagrodę za brak powstań. Albo Niemcom pomorze za brak wojen przez ostatnie ~60 lat.

    Pytanie – Dlaczego Chiny miałyby oddawać swoje tereny komukolwiek tylko za to, że nie łamie prawa które ustanowiły? (A jaki tam jest reżim każdy wie, więc prawo jest jakie jest, ładnie ujmując, elastyczne)

    • Łukasz Sobek mówi:

      Chiny nie mają żadnego powodu oddawać teren komukolwiek, ale to chyba w interesie Tybetu leży, by przekonać Chiny o korzyści oddania terenu. Nie wyraziłem się jasno, mam nadzieję, że teraz to poprawię: Tybet nie otrzyma niepodległości ot, tak sobie. Jesli wzieliby się do roboty niepodległość na pewno byłaby możliwa i moim zdaniem jeden ze sposobów to skłonić Chiny do kolejnych małych ustępstw, przy czym niepodległość byłaby kolejnym małym ustępstwem gdzieś na końcu całego łańcucha negocjacji, pertraktacji, umów i przekupstwa. W przypadku gdy nastawiają się wyłącznie na konfrontację tej niepodległości zwyczajnie nie mogą zyskać.

  • Bartek mówi:

    Tybetańczycy nie osiągną swoich celów “małymi kroczkami” w ciągu następnych 50 lat. Przede wszystkim, oni chyba już porzucili myśli o niepodległości – w tej chwili walczą głównie o możliwość zachowania swojej tożsamości, bowiem Chińczycy stwierdzili, że skoro nie da się ich na chińskość “nawrócić”, to trzeba ich wymienić.
    (zresztą Chińczycy robili to tak naprawdę przez tysiąclecia z wszystkimi podbijanymi terenami – dzisiaj w całych Chinach ponad 90% populacji to etniczni Hanowie)

    Po uruchomieniu dwa lata temu linii kolejowej do Lhasy, do Tybetu wciąż napływa sporo Chińczyków. Podobno rząd wręcz płaci ludziom, jeśli chcą się tam przenieść. Nowo przybyli Chińczycy otwierają tam nowe biznesy, w których zatrudniają również głównie innych nowo przybyłych Chińczyków – i to nawet nie z jakichś rasistowskich pobudek, ale z tego prostego powodu, że Tybetańczycy są mniej wykształceni i nie mają doświadczenia. Przez ten napływ ludności, przywożącej skok cywilizacyjny i własne zwyczaje, Tybetu w Tybecie jest coraz mniej.

    Chińczycy są bardzo przedsiębiorczym narodem i jeśli zwietrzą interes w przeniesieniu się do Tybetu, to masowo zaczną to robić. A rząd dba o to, żeby stworzyć tam atrakcyjne warunki – poprzez różnego rodzaju zachęty ekonomiczne. Nie zdziwiłbym się, gdyby Lhasa za 10 lat miała grubo ponad milion mieszkańców (przy dzisiejszych 250 tys.), z czego znaczna większość to będą Chińczycy. Pamiętaj, że w Chinach milion mieszkańców to takie małe miasto, a 250 tys. to zapadła dziura. W Chinach jest 60 miast z populacją powyżej miliona – dla porównania w Polsce miasto na sześćdziesiątym miejscu pod względem populacji ma około 100 tys. ludzi. Do tego, żeby populacja Lhasy eksplodowała, nie trzeba bardzo wiele.

    Od osoby, która była w Tybecie kilka lat temu oraz kolejny raz w zeszłym roku, słyszałem, że Lhasa już teraz to całkiem inne miasto niż wcześniej. Da się to zauważyć na każdym kroku – i jeśli czują to turyści, to tym mocniej muszą to czuć autochtoni.

    Zapomnij więc o małych kroczkach i o tym, że Tybet za 50 lat cokolwiek by osiągnął, bo za 50 lat nie byłoby już tego samego Tybetu. Za 50 lat będzie tam może 10% Tybetańczyków i będą żyli w świecie ani trochę nie podobnym do tego jaki wcześniej znali.

    Ta kolonizacja to oczywiście tylko jedna strona medalu. Po drugiej stronie są próby sabotowania i wykorzenienia tybetańskich tradycji przez różnego rodzaju zakazy i represje ze strony państwa.

    Ten proces “zachińszczania” Tybetu drastycznie przybrał ostatnio na sile, stąd jak mniemam dzisiejszy zryw Tybetańczyków – choć niestety jest to raczej taki ostatni krzyk rozpaczy.

    • Łukasz Sobek mówi:

      Z tego co piszesz teraz już raczej nie osiągną i to chyba niezależnie od tego co zrobią. Może gdyby po śmierci Mao Zedonga zaczeli podnosić poziom swojej edukacji i poszerzać autonomię sytuacja teraz wyglądałaby inaczej. Za kilkanaście lat rzeczywiście może być 0% Tybetu w Tybecie.

  • Chęci, oczekiwania i dążenia ludzi sprawiają, że procesy historyczne raczej nie przebiegają według scenariuszy racjonalnych. A Ty w swoim znakomitym wpisie dokonałeś laboratoryjnej racjonalizacji motywów i skutków poczynań Tybetańczyków.
    Czynniki kulturowe i historyczne wydają się najistotniejsze w kwestii tego regionu. Mówiąc krótko:
    1. Tybetańczycy są przywiązani do swojej tożsamości
    2. Nie chcą poddać się wynarodowieniu.
    3. Nie mają praktycznie żadnych możliwości przeciwdziałania, o czym świadczy brak efektów wieloletnich starań Dalajlamy na scenie międzynarodowej.
    4. Znaleźli się pod ścianą.
    5. Reagują rozpaczliwie i trochę w stylu polskim (patrz powstania w XIX wieku), ale skutkiem może być (oprócz wspomnianych ofiar) jeszcze mocniejsza integracja narodowo-religijna i sygnał dla opinii światowej.
    6. Efekt: albo przepadną i staną się legendą, albo (co bardziej prawdopodobne) będą elementem nacisku i argumentem przetargowym w stosunkach innych krajów z Chinami. Niewykluczone, że coś dobrego dla nich z tego wyniknie. Ale kto to wie?
    Sprawa Tybetu to niemal antyczna, ale i autentyczna tragedia. Jestem za nimi całym sercem i duchem, ale równocześnie czuję się bezsilny. Nie ma tu dobrych rad.

    • Łukasz Sobek mówi:

      Ehm, racjonalizacja laboratoryjna? Sztuczne dopasowanie powiazań przyczynowo-skutkowych do zdarzeń, które takie powiązania mogą, ale nie muszą mieć? Jesli masz definicję tego okreslenia byłbym bardzo wdzięczny :).

      Czynniki kulturowo-historyczne może nie są najistotniejsze, ale ich zrozumienie pozwala dość dokładnie określić sytuację oraz zrozumieć możliwe działania grup uwikłanych, niestety dla mnie to wiedza tajemna, co zresztą ewidentnie widać po wpisie. Ale, tak jak mówiłeś, nie ma tu dobrych rad.

      Mozliwe też, że tybetańczycyy staną się żywymi eksponatami, tak jak indianie w USA.

      Przykro mi, że czujesz się bezsilny. Ale patrząc na zaangażowane siły czasem rzeczywiście mozna odnieść wrażenie, że jest się jednie małym ziarenkiem piasku na dużej plaży (z drugiej strony, cholernie dużo tam takich małych ziarenek i nawet Chiny to tylko 1,3 miliarda z nich).

      • Igor mówi:

        Zgadzam sie, że sytuacja Tybetu to niemal antyczny dramat. Daleki jestem od przewidywania rozwoju sytuacji. Może renormalizacja Chin przyniesie efekt w postaci ulożenia stosunków z Tybetańczykami. Mysle jednak, że historia jest w tym względzie bezlitosna: nie przez przypadek jest teraz 1,3 mld Chińczyków chyba, nie? Myslicie ze po prostu tak sie rozmnozyli? Czy raczej zchinizowali wszystkich dookola?
        Rozwijam temat z poprzedniego posta we wpisie:
        http://blog.czajka.art.pl/2008/03/chinofoby-i-chinofile-nie-mozna.html

        Pzdr – Igor

        • Łukasz Sobek mówi:

          A może trackback albo pingback (w tym wypadku pingback) będzie łatwiejszym wyjściem niż pisanie o tym co publikujesz? Mam wrażenie, że to trochę niewygodne, ale jak wolisz :)

        • Igor mówi:

          Aż wstyd się przyznac, ale ja nie kumam co to jest i czym sie rozni pingback czy trackback od zwykłego linku. Nie wiem jak go ustawic w takim bloggerze, co on mi daje i w jaki sposób go stosowac. To znaczy teoretycznie wiem, ale nie rozumiem. Probowalem to zrozumiec ale zawsze dochodzilem do wniosku ze zwykly link jest z jakis tam (juz nie pamietam jakich) powodow lepszy. Mysle ze masz temat na następnego posta: pingback i trackback dla opornych ;-)))))
          Pzdr – Igor

        • Łukasz Sobek mówi:

          Niezły zbieg okoliczności. Tak sobie właśnie siedziałem rano przy kanapce i myślałem, by zrobić taki wpis. Teraz masz to jak w banku, choć tytuł niekoniecznie będzie brzmiał “pingback i trackback dla opornych” :).

  • Maciek mówi:

    Mądry, wyważony tekst. Podoba mi się pomysł opublikowania nazw sponsorów i reklamodawców – co na to autorzy FreeTibet.pl?

  • kodama mówi:

    Hm…
    Wpis dobry, wartościowy, na pewno stanowi klarowny głos w dyskusji.
    Napisałeś, że nie oddasz podpisu za państwo feudalne, gdzie faktycznie panował ustrój do złudzenia przypominający średniowiecze.
    Ze swojej strony mogę powiedzieć Ci, dlaczego ja oddałam takowy, mimo mojego galopującego ateizmu.
    Chodzi o ochronę pewnej unikalnej kultury, kultury, która w aktualnym układzie sił nie ma szans przetrwać bez wsparcia ze strony Zachodu, który posiada zupełnie inne wartości. Zaskakujące, nieprawdaż?
    Prawa człowieka to “wymysł” Zachodu, który dla przeciętnego Chińczyka nie ma znaczenia. Dla nas jest to wartość w pewien sposób nadrzędna. Powołując się na nią, chcemy ocalić coś, co z wielu różnych przyczyn jest nam bliskie (a jednocześnie tak dalekie).
    Dla mnie Tybet to absolutnie unikalna kultura i wyjątkowa religia, to tragedie ludzi, którzy są represjonowani, to wyjątkowo mądra polityka ahinsy prowadzona przez Dalajlamę, to coś, co nie pozwala mi spać. Jak już nauczę się dodawać buttony, to na moim blogu również takowy się pojawi ;) Byłam na demonstracji, prowadzę u siebie na wydziale kulturoznawstwa działalność edukacyjno-agitacyjną, śledzę wieści i spotykam ludzi, którzy wierzą tak samo, jak ja, że pewne działania mają naprawdę sens.
    Wierzę w moc PR, w nacisk oddolny i odgórny na władze Chin. Na to, że dobre imię firmy okaże się ważniejsze od efekciarskiego spotu w trakcie igrzysk. Same igrzyska, a szczególnie otwarcie chciałabym zobaczyć, będzie tańczyć grupa Tybetańczyków, która ma pokazać swoją “miłość” do Chin i skrytykować Dalajlamę. Oczywiście robią to “dobrowolnie”.
    Dziekuję Tobie i Igorowi za naprawdę mądre i wartościowe wpisy w tej sprawie.

    • Łukasz Sobek mówi:

      Dziękuję. Też wierzę w ograniczonym stopniu w PR, ale Tybet akurat ma szczęście, szczęście, że jest Olimpiada w Pekinie i szczęście, że wszystcy się nim interesują. Mam nadzieję, że da to pozytywne skutki, co nie zmienia faktu, że nie popieram dążeń Tybetu. Ciekaw jestem kto najczęściej protestuje przeciw okupacji, mnisi czy zwykli ludzie …

  • kodama mówi:

    Ależ rząd Tybetu na uchodźtwie ma strukturę demokratyczną! Sam, Dalajlama XIV przed inwazją Chin walczył z feudalizmem. Wszystko jest do przeczytania w tym artykule.

    • Łukasz Sobek mówi:

      Dziękuję za linka, przepraszam, że nie odpowiem od razu, ale w tekście jest ogrom informacji :).

    • Łukasz Sobek mówi:

      Dziękuję za informację, przeczytałem jeszcze kilka artykułów i dowiedziałem się np. że rząd na uchodźstwie ma premiera. Mimo krzywd doznanych przez tybetańczyków ze strony chińskiej nadal pozostaję przeciwny wyzwoleniu tybetu, za to jeszcze bardziej jestem za tym by uprzykrzyć rządowi Chińskiemu życie. To nie jest transakcja łączona, albo pro-tybet + anty-chiny albo nic, wyzwolenie tybetu i wyciągnięcie konsekwencji z zachowania rządu chińskiego to dla mnie dwie odrebne sprawy i wobec pierwszej jestem przeciwny, a wobec drugiej jak najbardziej za.

  • [...] komentarzach do wpisu “6 rzeczy, które konflikt Chiny-Tybet nauczył mnie o blogowaniu” Igor zasugerował coś,  na co chętnie się zgodziłem: […] czym sie rozni [...]

  • Chiny – kilka bardzo luźnych refleksji…

    Przyszedł poniedziałek i zamiast normalnego neutralnego wpisu, muszę dać upust różnym refleksjom, które pojawiły się po obserwacji blogów i komentarzy. Zatem jeszcze dwa słowa o Chinach. Nie traktujcie przy tym poniższych twierdzeń, jak …..

  • [...] z  którymi w mniejszym lub większym stopniu się zgadzam. Zacznę może od tego co pisze na topblogger.pl Łukasz [...]

  • Szczęście mówi:

    Całe szczęście, że u nas w Polsce nie występują tego typu problemy (przynajmniej nie na taką skalę)

  • xxx mówi:

    smutne jest to że Chiny powoli stają się supermocarstwem, i nikt Tybetowi nie chce oficjalnie udzielić poparcia

Zostaw komentarz